***Jade***
cd.
...Teda? Kurwa co on tutaj robi? Czyżby już czas? Czy już moja śmierć przyszła? Czy śmierć to coś poważnego? Moje pytania w świadomości, przerwał Smith.
-Ślicznotko chciałbym Ci oznajmić, że ten twój jak mu tam było? Harry? Hmmm tak jakby odleciał.
-Co?
- No nie rozumiesz? Zabiłem go!

Szybko zamknęłam drzwi na wszystkie zamki. Cała się trzęsę. Uniknęłam śmierci cielesnej, ale ta w duszy właśnie mnie zabiła. Ha-harry n-nie żyje? Ten skurwiel go zabił. Nie wierze. Zabił mnie. Połowa mojego serca nie żyje, a druga bez pierwszej nie umie funkcjonować. Poszłam do łazienki, wyjęłam ostrze z szafki. Usiadłam na podpierając się o coś. Jedno cięcie- krew, ulga. Drugie cięcie- krew, ulga, łzy. Trzecie cięcie- krew, ulga, łzy, wspomnienia. Czwarte cięcie- cisza. Piąte cięcie- ciemność............................................................................ Harry idę do Ciebie. Będziemy szczęśliwi.........nie ważne gdzie.......
***Ted***
Jestem genialny. Ta idiotka jest taka naiwna. Uwierzy we wszystko co jej się powie. Teraz pewnie faszeruje się lekami, albo się podcina. Zostało tylko powiedzieć temu jej chłopczykowi, że ją zabiłem, a potem i on się wykończy. Robota zrobi się sama za siebie.
***Harry****
Jasność. Mrużyłem oczy, bo światło dobiegające zza okna świeciło prosto w moje oczy. Doskonale pamiętam co się wczoraj stało. Ted chciał udusić Jade.... O kurwa Jade! Gdzie ona jest? Muszę do niej iść! Próbowałem się ruszyć, ale ból mi w tym przeszkadzał. Jednak musiałem to zrobić mimo tego. Wstałem i powoli wyszedłem z sali. Nie widziałem gdzie dokładnie się znajduje, więc zszedłem na dól i poszedłem w której leży Jade.Otworzyłem drzwi i....jej tam nie było. Zacząłem biegać po całym szpitalu szukając Jade.
Wybiegłem ze szpitala, wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu dziewczyny. Szybko jechałem nie zważając na nic. Dojechałem na miejsce i drzwi były zamknięte.
Zacząłem dzwonić, walić, jednak nie dostawałem żadnej odpowiedzi. Wyjąłem z kieszeni klucze i otworzyłem je. Pobiegłem do kuchni- nie było jej tam, salon- to samo, łazienka... zobaczyłem ją... leżała... wokół pełno krwi. Nie Jade! Nie! Nie! Kochanie nie zostawiaj mnie! Proszę! Uklęknąłem
przed nią i trzymałem ją na kolanach nieprzytomną. Krzyczałem i płakałem. Osoba, na której mi cholernie zależy, którą bardzo kocham właśnie mnie zostawia. Jade nie rób tego! Słyszysz?!
Wyciągnąłem telefon i szybko zadzwoniłem na pogotowie. Nie jestem pewny czy mnie zrozumieli, bo mój głos cały czas drżał, ręce się trzęsły, a z oczu łzy spływały jak krople deszczu. Boję się. Znowu. Że ją stracę na zawsze. Proszę nie zabieraj mi jej, Proszę tylko o to.... Czy to tak wiele?
^^^^^^^^^
Leżę koło niej. Ja z dziurą w brzuchu, a ona przez... właśnie przez co? Próbowała popełnić samobójstwo... Przez co? Przez kogo? Moje i Jade łóżka były przysunięte do siebie. Moje palce były wplecione w jej. Ból nie ustawał, ani ten w duszy, anie na ciele. Przyrzekam, że zabiję Teda, nie ważne czy mnie wsadzą czy nie. Zabiję go, żeby nigdy nie zrobił krzywdy Jade. Będę ją chronił nie ważne co się stanie, będę się starał by była bezpieczna.
Uuuuuuu jest i rozdzial 15 <33 Dziekuje bardzo za komentarze pod ostatnimi postami... i wogole... No to next rozdzial w nowym roku 2014 yeahhhh :D
Haj hej hej... Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę dużo zdrowia, szczęścia i słodyczy dzisiaj Miecia tego życzy. Hahaha :** A w SYLWESTRA niech każdy chociaż z % wróci do domku...( nie mówie tu o 10-11 latkach..wiecie. trochę za mali hahah) :D Dziękuję wszystkim za komentarze ( choć trochę ich mało) ale i tak dzięki .:D I jeszcze dziękuje za to że jesteście ze mną tych kilka miesięcy <3 Wikkii i Jula- dzięki miśki <3.( Julcia ty to od wielu latek <33) A i jeszcze jedno rozdział postaram się dodać jeszcze przed końcem tego rokuuu. Dobra bo się rozpisałam ... no to Wesołych Świąt papapa <3 :**
***Ted***
Załatwię tą sukę i tego jej chłopczyka też. Już go prawie zabiłem, ale weszli ochroniarze i musiałem uciekać. Ale i tak wrócę i obydwoje zabiję. Pożałują tego. A Kate spisała się znakomicie. Dobra z niej siostrzyczka.
***Jade***
Siedzę samotna, ale nie jako sama, tylko jako samotna w duszy. Cały czas obwiniam się o jego pobyt w szpitalu. Nadal nie odważyłam się na żaden gest. Ja nie potrafię tak jak on. Harry cały czas trzymał mnie za rękę, a ja nie...chce?...potrafię? No właśnie. Nie wiem. Powoli, niepewnie przesuwam swoją dłoń do ręki mojego bohatera. Zrobiłam to. Dotknęłam jego zimnej dłoni. Poczułam jakby ręka chłopka poruszyła się. Spojrzałam na jego twarz. Nic nie wyrażała, najwyżej obojętność. Zaczęłam mówić jakby do Harrego, ale niby też do siebie:
-Hazz, przepraszam...To wszystko moja wina, gdybyś tu nie przyszedł, wszystko było by w porządku. Ted by mnie zabił lub udusił... a ty... byś żył spokojnie. Ted by ci już nic nie zrobił. To ja powinnam tutaj nieprzytomna leżeć, albo najwyżej w trumnie. Nie powinno tak być. Harry. Zapomniałam ci o czymś powiedzieć. Kocham Cię ! Kocham Cię Harry. Nie pozwolę by coś ci się stało! Rozumiesz, za bardzo cię kocham! Obudź się! Harry! Słyszysz?!- mówiła cały czas trzymając rękę chłopaka- Nie rób mi tego! Nie zostawiaj mnie! Nie pozwól bym upadła! Nie pozwól...
Obraz mi się rozmazywał, przez łzy. Te pojedyncze krople słonej wody spływają po moich policzkach. Łzy są oznaką słabości, nie smutku. One pokazują jaki człowiek jest słaby. Jak szybko może upaść. Ale... czy można upaść przez miłość? Nie sądzę. Jest odwrotnie. Miłość nas trzyma przy życiu. Dzięki niej nasze ciało i nasza dusza jest wypełniona miłym uczuciem, radością. Było tak jak poznałam Hazze i cały czas tak jest. Już wole, żebym to ja zginęła, a nie on.
Myślałam tak i myślałam, aż w końcu zasnęłam.
^^^^^^^^^^^^^
Rano obudziłam się przy łóżku Harrego. Spojrzałam na niego , nadal był nieprzytomny. A ja tak bardzo chciałam żeby się obudził. Chciałabym spojrzeć w te jego piękne zielone oczy, ujrzeć jak się uśmiecha. Chciałabym żeby mnie przytulił, pocałował. Żeby bym ze mną.
Postanowiłam, że pojadę do domu się przebrać, w końcu dzisiaj wychodzę. A potem wrócę tutaj do Harrego.
^^^^^^^^^^^^^
Gdy wróciłam do domu, wzięłam prysznic i przebrałam się. Po jakiś 20 minutach byłam gotowa. otwierając drzwi zobaczyłam za nimi.....
*****
-Bo nagle....Ted wyciągnął nóż i wsadził go w brzuch Pani obecnego chłopaka. I teraz Pan Styles leży na innej sali w ciężkim stanie, bo ostrze uszkodziło ważne narządy. Ale bądźmy dobrej myśli.
Zamarłam..............
...........
........
......
.....
....
...
..
.
-A-a-a-ale jak to? Gdzie on teraz jest? Gdzie?.- krzyczałam, a z oczu wylewały się łzy.
-Jest w sali 243 na 2 piętrze.
Bez słowa wybiegłam z sali. Łzy same ciekły co przeszkadzało mi w biegu.
Nie poddawałam się." Czy ja tak muszę żyć? Dlaczego wszystko się zmienia na gorsze, zamiast na lepsze? Nie rozumiem tego. Nie umiem tego pojąć. Wszystko było dobrze. Zaprzyjaźniliśmy się. Myślałam, że ..." Tysiące myśli , a ja jedna z tym... W końcu byłam już przed salą, na której leżał kłamca, który uratował mi życie po raz drugi, którego boje się kochać.
Otworzyłam nie pewnie drzwi. Zobaczyłam jak Harry leży
nieprzytomny. Oko podbite, warga spuchnięta, brzuch owinięty bandażem. W moich oczach na nowo pojawiły się łzy. Zamykając
powieki spłynęły po moich policzkach. Podeszłam do łóżka i usiadłam na
nim. Patrzyłam na niego. I tylko to. Nic więcej. Nie wykonałam żadnego
innego gestu. Nie umiałam czy nie chciałam? Sama nie wiem. Z każdą sekundą próbowałam się uśmiechnąć, czy dotknąć jego dłoni. Właśnie "próbowałam".....
Po pewnym czasie do sali wszedł lekarz, z którym nie dawno rozmawiałam.
-Panie doktorze, kiedy on się obudzi?- zapytałam.
-Myślę, że jutro pojutrze najwcześniej.
Znowu posmutniałam. On cierpi przeze mnie. Gdyby tu nie przyszedł... co? No tak. Skoro on tutaj był...Gdyby to była prawda co mówiła Kate. No właśnie Kate?! Kate Smith. Ted Smith. Pokrewieństwo czy przypadek? O kurwa!!! Wszystko zaczęło mi się układać. Dlaczego wcześniej tego nie skumałam? To dlatego Kate tak nagle się pojawiła. Ale to tak od początku.
Kate to siostra Teda. Nagle pojawiła się w naszej szkole i powiedziała mi o planie Vik i Harrego. Gdy znienawidziłam Hazze, ona i Ted wymyślili zemstę za to, że uciekłam od Smitha. Poszłam do parku i potem znalazłam się tutaj. Bo Ted uderzył mnie w głowę. Pewnie, by mnie zabił, ale Harry mnie uratował. Bo pisał do mnie kiedyś, żebyśmy się spotkali w parku, ale wtedy nie chciałam go znać. Potem się obudziłam i dowiedziałam o tym, że Harry jest tutaj w szpitalu i Ted wsadził mu nóż w brzuch. Bo Harry chciał mnie obronić, przed uduszeniem. Ten idiota -Ted chciał mnie udusić poduszką?!!!!
Harry jest tutaj. Gdyby go tutaj nie było, oznaczało by to, że żartował i kłamał...znowu. Ale on tu jest. No właśnie "jest" tylko nie w tej roli. Powinno być odwrotnie. To ja powinnam mieć nóż w brzuchu. A nie on. Wybaczyłam mu, kocham go. Ale nie zdążyłam mu tego powiedzieć. A co jeśli... Oooooon umrze. Nie. Nie. Nie. Nie mogę myśleć o takiej opcji. Harry będzie żył ze mną i będziemy szczęśliwi. Proszę niech on się obudzi. Proszę tylko o to....
Masz Fau-ek..... doczekałeś się widzisz hueheuheuh . Kto czyta komentuje. Next rozdział przewiduję na za tydzień lub wcześniej .... No to do następnej notkiii <33 Ten rozdział jakiś taki krótki?
Smiley V.