sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 15 "... połowa mojego serca nie żyje..."

***Jade***

cd.


...Teda? Kurwa co on tutaj robi? Czyżby już czas? Czy już moja śmierć przyszła? Czy śmierć to coś poważnego? Moje pytania w świadomości, przerwał Smith.

-Ślicznotko chciałbym Ci oznajmić, że ten twój jak mu tam było? Harry? Hmmm tak jakby odleciał.

-Co?

- No nie rozumiesz? Zabiłem go!

  

   Szybko zamknęłam drzwi na wszystkie zamki. Cała się trzęsę. Uniknęłam śmierci cielesnej, ale ta w duszy właśnie mnie zabiła. Ha-harry n-nie żyje? Ten skurwiel go zabił. Nie wierze. Zabił mnie. Połowa mojego serca nie żyje, a druga bez pierwszej nie umie funkcjonować. Poszłam do łazienki, wyjęłam ostrze z szafki. Usiadłam na podpierając się o coś. Jedno cięcie- krew, ulga. Drugie cięcie- krew, ulga, łzy. Trzecie cięcie- krew, ulga, łzy, wspomnienia. Czwarte cięcie- cisza. Piąte cięcie- ciemność............................................................................ Harry idę do Ciebie. Będziemy szczęśliwi.........nie ważne gdzie.......






***Ted***


    Jestem genialny. Ta idiotka jest taka naiwna. Uwierzy we wszystko co jej się powie. Teraz pewnie faszeruje się lekami, albo się podcina. Zostało tylko powiedzieć temu jej chłopczykowi, że ją zabiłem, a potem i on się wykończy. Robota zrobi się sama za siebie.






***Harry****


    

    Jasność. Mrużyłem oczy, bo światło dobiegające zza okna świeciło prosto w  moje oczy. Doskonale pamiętam co się wczoraj stało. Ted chciał udusić Jade.... O kurwa Jade! Gdzie ona jest? Muszę do niej iść! Próbowałem się ruszyć, ale ból mi w tym przeszkadzał. Jednak musiałem to zrobić mimo tego. Wstałem i powoli wyszedłem z sali. Nie widziałem gdzie dokładnie się znajduje, więc zszedłem na dól i poszedłem w której leży Jade.Otworzyłem drzwi i....jej tam nie było. Zacząłem biegać po całym szpitalu  szukając Jade.


Wybiegłem ze szpitala, wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu dziewczyny. Szybko jechałem nie zważając na nic. Dojechałem na miejsce i drzwi były zamknięte.









Zacząłem dzwonić, walić, jednak nie dostawałem żadnej odpowiedzi.  Wyjąłem z kieszeni klucze i otworzyłem je. Pobiegłem do kuchni- nie było jej tam, salon- to samo, łazienka... zobaczyłem ją... leżała... wokół pełno krwi. Nie Jade! Nie! Nie! Kochanie nie zostawiaj mnie! Proszę!  Uklęknąłem



przed nią i trzymałem ją na kolanach nieprzytomną. Krzyczałem i płakałem. Osoba, na której mi cholernie zależy, którą bardzo kocham właśnie mnie zostawia. Jade nie rób tego! Słyszysz?!



Wyciągnąłem telefon i szybko zadzwoniłem na pogotowie. Nie  jestem pewny czy mnie zrozumieli, bo mój głos cały czas drżał, ręce się trzęsły, a z oczu łzy spływały jak krople deszczu. Boję się. Znowu. Że ją stracę na zawsze. Proszę nie zabieraj mi jej, Proszę tylko o to.... Czy to tak wiele?



^^^^^^^^^
 Leżę koło niej. Ja z dziurą w brzuchu, a ona przez... właśnie przez co? Próbowała popełnić samobójstwo... Przez co? Przez kogo? Moje i Jade łóżka były przysunięte do siebie. Moje palce były wplecione w jej. Ból nie ustawał, ani ten w duszy, anie na ciele. Przyrzekam, że zabiję Teda, nie ważne czy mnie wsadzą czy nie. Zabiję go, żeby nigdy nie zrobił krzywdy Jade. Będę ją chronił nie ważne co się stanie, będę się starał by była bezpieczna.








Uuuuuuu jest i rozdzial 15 <33  Dziekuje bardzo za komentarze pod ostatnimi postami... i wogole... No to next rozdzial w nowym roku 2014 yeahhhh :D



                                                                

wtorek, 24 grudnia 2013

Haj hej hej... Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę dużo zdrowia, szczęścia i słodyczy dzisiaj Miecia tego życzy. Hahaha :**  A w SYLWESTRA niech każdy chociaż z % wróci do domku...( nie mówie tu o 10-11 latkach..wiecie. trochę za mali hahah) :D Dziękuję wszystkim za komentarze ( choć trochę ich mało) ale i tak dzięki .:D I jeszcze dziękuje za to że jesteście ze mną tych kilka miesięcy <3 Wikkii i Jula- dzięki miśki <3.( Julcia ty to od wielu latek <33) A i jeszcze jedno rozdział postaram się dodać jeszcze przed końcem tego rokuuu. Dobra bo się rozpisałam ... no to Wesołych Świąt papapa  <3 :**

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 14 ...."NIe pozwól bym upadła"....

***Ted***

     Załatwię tą sukę i tego jej chłopczyka też. Już go prawie zabiłem, ale weszli ochroniarze i musiałem uciekać. Ale i tak wrócę i obydwoje zabiję. Pożałują tego. A Kate spisała się znakomicie. Dobra z niej siostrzyczka.




***Jade***

    Siedzę samotna, ale nie jako sama, tylko jako samotna w duszy. Cały czas obwiniam się o jego pobyt w szpitalu. Nadal nie odważyłam się na żaden gest. Ja nie potrafię tak jak on. Harry cały czas trzymał mnie za rękę, a ja nie...chce?...potrafię? No właśnie. Nie wiem. Powoli, niepewnie przesuwam swoją dłoń do ręki mojego bohatera. Zrobiłam to. Dotknęłam jego zimnej dłoni. Poczułam jakby ręka chłopka poruszyła się. Spojrzałam na jego twarz. Nic nie wyrażała, najwyżej obojętność. Zaczęłam mówić jakby do Harrego, ale niby też do siebie:

-Hazz, przepraszam...To wszystko moja wina, gdybyś tu nie przyszedł, wszystko było by w porządku. Ted by mnie zabił lub udusił... a ty... byś żył spokojnie. Ted by ci już nic nie zrobił. To ja powinnam tutaj nieprzytomna leżeć, albo najwyżej w trumnie. Nie powinno tak być. Harry. Zapomniałam ci o czymś powiedzieć. Kocham Cię ! Kocham Cię Harry. Nie pozwolę by coś ci się stało! Rozumiesz, za bardzo cię kocham! Obudź się! Harry! Słyszysz?!- mówiła cały czas trzymając rękę chłopaka- Nie rób mi tego! Nie zostawiaj mnie! Nie pozwól bym upadła! Nie pozwól...

  Obraz mi się rozmazywał, przez łzy. Te pojedyncze krople słonej wody spływają po moich policzkach. Łzy  są oznaką słabości, nie smutku. One pokazują jaki człowiek jest słaby. Jak szybko może upaść. Ale... czy można upaść przez miłość?  Nie sądzę. Jest odwrotnie. Miłość nas trzyma przy życiu.  Dzięki niej nasze ciało i nasza dusza jest wypełniona miłym uczuciem, radością. Było tak jak poznałam Hazze i cały czas tak jest. Już wole, żebym  to ja zginęła, a nie on.
     Myślałam tak i myślałam, aż w końcu zasnęłam.





^^^^^^^^^^^^^


   Rano obudziłam się przy łóżku Harrego. Spojrzałam na niego , nadal był nieprzytomny. A ja tak bardzo chciałam żeby się obudził.  Chciałabym spojrzeć w te jego piękne zielone oczy, ujrzeć jak się uśmiecha. Chciałabym żeby mnie przytulił, pocałował. Żeby bym ze mną. 
   Postanowiłam, że pojadę do domu się przebrać, w końcu dzisiaj wychodzę. A potem wrócę tutaj do Harrego.



^^^^^^^^^^^^^
 
    
  Gdy wróciłam do domu, wzięłam prysznic i przebrałam się. Po jakiś 20 minutach byłam gotowa. otwierając drzwi zobaczyłam za nimi.....

piątek, 20 grudnia 2013

Rozdział 13 "....wszystko sie zmienia...."



 *****


    -Bo nagle....Ted wyciągnął nóż i wsadził go w  brzuch Pani obecnego chłopaka. I teraz Pan Styles leży na innej sali w ciężkim stanie, bo ostrze uszkodziło ważne narządy. Ale bądźmy dobrej myśli.

Zamarłam..............
...........
........
......
.....
....
...
.. 
.

-A-a-a-ale jak to? Gdzie on teraz jest? Gdzie?.- krzyczałam, a z oczu wylewały się łzy.



-Jest w sali 243 na 2 piętrze.

 
   Bez słowa wybiegłam z sali. Łzy same ciekły co przeszkadzało mi w biegu.




Nie poddawałam się." Czy ja tak muszę żyć? Dlaczego wszystko się zmienia na gorsze, zamiast na lepsze? Nie rozumiem tego. Nie umiem tego pojąć. Wszystko było dobrze. Zaprzyjaźniliśmy się. Myślałam, że ..." Tysiące myśli , a ja jedna z tym... W końcu byłam już przed salą, na której leżał kłamca, który uratował mi życie po raz drugi, którego boje się kochać. 










Otworzyłam nie pewnie drzwi. Zobaczyłam jak Harry leży

nieprzytomny. Oko podbite, warga spuchnięta, brzuch owinięty bandażem. W moich oczach na nowo pojawiły się łzy. Zamykając

powieki spłynęły po moich policzkach.  Podeszłam do łóżka i usiadłam na
nim. Patrzyłam na niego. I tylko to. Nic więcej. Nie wykonałam żadnego
innego gestu. Nie umiałam czy nie chciałam? Sama nie wiem. Z każdą sekundą próbowałam się uśmiechnąć, czy dotknąć jego dłoni. Właśnie "próbowałam".....
   Po pewnym czasie do sali wszedł lekarz, z którym nie dawno rozmawiałam.

-Panie doktorze, kiedy on się obudzi?- zapytałam.

-Myślę, że jutro pojutrze najwcześniej.

  Znowu posmutniałam. On cierpi przeze mnie. Gdyby tu nie przyszedł... co? No tak. Skoro on tutaj był...Gdyby to była prawda co mówiła Kate. No właśnie Kate?! Kate Smith. Ted Smith. Pokrewieństwo czy przypadek? O kurwa!!! Wszystko zaczęło mi się układać. Dlaczego wcześniej tego nie skumałam? To dlatego Kate tak nagle się pojawiła. Ale to tak od początku.
  Kate to siostra Teda. Nagle pojawiła się w naszej szkole i powiedziała mi o planie Vik i Harrego. Gdy znienawidziłam Hazze, ona i Ted wymyślili zemstę za to, że uciekłam od Smitha. Poszłam do parku i potem znalazłam się tutaj. Bo Ted uderzył mnie w głowę. Pewnie, by mnie zabił, ale Harry mnie uratował. Bo pisał do mnie kiedyś, żebyśmy się spotkali w parku, ale wtedy nie chciałam go znać. Potem się obudziłam i dowiedziałam o tym, że Harry jest tutaj w szpitalu i Ted wsadził mu nóż w brzuch. Bo Harry chciał mnie obronić, przed uduszeniem. Ten idiota -Ted chciał mnie udusić poduszką?!!!!
    Harry jest tutaj. Gdyby go tutaj nie było, oznaczało by to, że żartował i kłamał...znowu. Ale on tu jest. No właśnie "jest" tylko nie w tej roli. Powinno być odwrotnie. To ja powinnam mieć nóż w brzuchu. A nie on. Wybaczyłam mu, kocham go. Ale nie zdążyłam mu tego powiedzieć. A co jeśli... Oooooon umrze. Nie. Nie. Nie. Nie mogę myśleć o takiej opcji. Harry będzie żył ze mną i będziemy szczęśliwi. Proszę niech on się obudzi. Proszę tylko o to....






    

  Masz Fau-ek..... doczekałeś się widzisz hueheuheuh . Kto czyta komentuje.  Next rozdział przewiduję na za tydzień lub wcześniej .... No to do następnej notkiii <33 Ten rozdział jakiś taki krótki?
Smiley V.

czwartek, 28 listopada 2013

:( :( :( :( :(

No jakby to powiedzieć. Następny rodział będzie dopiero w grudniu. No chyba że uda się wcześniej to może... Ale wątpie w to... A i proszę WAS bardzo.. kto czyta niech komentuje.. nawet z anonima. To bardzo dla mnie znaczy..szczególnie duża motywacja.. Z góry dziekuje.



                                                 Smiley V.

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 12 ".... zabiłem człowieka..."


.....zamarłem....

    Zobaczyłem Teda? Ten skurwiel wrócił? Poduszką dusił Jade. No zabiję idiotę. Podbiegłem di niego i zaczęliśmy się szarpać. Nie szarpać- bić. My się po prostu napierdalaliśmy. Jak wiesz zabiłem człowieka, nie tylko za pomocą broni, ale także przy użyciu rąk. Nawalaliśmy się, że krew ciekła, jednak nie spodziewałem się tego co Ted zrobi..... W pewnym momencie wyciągnął nóż i wsadził mi go prostu w brzuch. Upadłem na kolana i zacząłem krwawić. Ted się tylko szeroko uśmiechnął, mówiąc:

-Najpierw wykończę Ciebie, a potem tą sukę. Ale to skończę później.

-Nie masz prawa tak na nią mówić, to ja cie zabiję skurwielu, rozumiesz?



piosenka


    Gdy wypowiedziałem te słowa z ostatkiem sił, Ted wyskoczył przez okno. Dopiero teraz w drzwiach pojawiła policja, a lekarz z którym nie dawno rozmawiałem próbował mi pomóc, bo wszystko obserwował. 
   Krew się wylewała ze mnie. Przed oczami światło zaczęło mi migotać. Upadłem całym ciałem. A potem ciemność, ból i całe moje życie. W świadomości odtworzył mi się film pt.: " Czego dokonałeś". Czyli co już koniec, tak jest jak się umiera? Ale ja jeszcze nie chce, nie chce zostawiać Jade. Nie , nie chcę. Proszę nie!!!.Zacząłem oglądać mój film. I rzeczywiście było tam wszystko co zdarzyło się w moim życiu. Ja jako mały radosny chłopczyk bawiący się z rodzicami. Ich śmierć. Zabicie tego debila, który zabił mi ojca i matkę. Poprawczak. To miejsce wiele mnie nauczyło... jak przeżyć przede wszystkim. Szkoła. Cholerny plan Viktorii. Jade. I tylko z tego momentu z życia jestem zadowolony. Wszystko przeze mnie. Obwiniam się o wszytko. Nienawidzę siebie. Cały czas upadam. Upada moje ciało i moja dusza. A ona.... ona mnie nie nienawidzi. Ja ją kocham, strasznie.... bardzo kocham. Serce pęka.... KONIEC. Nawet świadomość umarła.............





****Jade****


    Ból przeszedł. Ale poczucie strachu nie... Cały czas myślę o tych pieprzonych sytuacjach mojej niedoszłej śmierci umysłu. Mam namyśli to, że dowiedziałam się o tym planie. Zbyt bardzo go kocham, by mu nie przebaczyć. Ale muszę to przemyśleć, to zbyt mało czasu. Ta śmierć nawiedza mnie cały czas. Dlaczego ja żyje? Po co? Nic nie ma sensu.... Ted chciał mnie zabić. Po co ktoś mnie ratował? A-a-a-a-a.... a może nie jest aż tak źle? Nie wiem. Może.... A może nie....
   Przebudziłam się. Był wieczór, wywnioskowałam po tym, że za oknem było ciemno. Chciałam się podnieść, ale strasznie bolały mnie plecy. Obejrzałam się dokładnie w każdą stronę. Nikogo nie było. Nawet jego. Tak bardzo chciałam go zobaczyć. Szczególnie teraz. Dlaczego go nie ma?
 Może zbyt wiele wymagam? Powiedziałam m, że chce być sama to teraz mam. 
   Po chwili do sali wszedł lekarz. Po jego wyrazie twarzy mogłam zauważyć, że jest czymś smutny, przejęty. 

-Witam Panią. Musimy bardzo poważnie porozmawiać- mówił, cały czas smutny.

-Dobrze Panie Doktorze.

Zacznijmy od tego, że nic poważnego Pani się nie stało. Tylko została pani oszpecona na plecach.

-A-a-a-ale jak to?

-Niestety widnieje na plecach napis" Jesteś moja". Teraz nie możemy tego usunąć, Za kilka miesięcy, bo operacje  w sprawie raka będzie za 5-6 dni.

    
   Po moim policzku spłynęła łza. Zbyt często płaczę. Bo zbyt wiele mam do tego powodów.

-I jeszcze jedno...- powiedział niepewnie lekarz.

-Co się stało? Coś nie tak? 

-No bo Pani były chłopak Ted- opowiedział mi o nim Pan Harry.- ...no i ten Ted przyszedł tutaj i próbował panią udusić.  A Harry zaczął go odrywać od pani, zaczęli się bić. Widać było, że Styles lepiej sobie radzi w bójce. Ale jednego się niestety nie spodziewał. Bo nagle.....- przerwał. Czemu?-....

-No co się stało? Co nagle? No mów żesz...


    No mów no.... Nie mogę już wytrzymać. Boje się strasznie o Hazzę. A co... jeśli coś mu się stało? Nie nie!!! Nie! 

- No powiesz, do jasnej cholery?- byłam strasznie wkurzona. A on nie chciał mówić. 

-Bo nagle....





Jest następny rozdział... Wydaje mi się , że trochę krótki, ale.....Komentujcie... Plissss <333 No Wera czekam na next rozdział na twoim <33 Do następnej notkiii. :*




















sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 11 " czuję się jak w koleinie...."

***Harry***


     Po kilku minutach dojechaliśmy do szpitala. Jade zabrali na jakąś salę. Ja jak zwykle siedzę i myślę o niej. Czuję się jak w koleinie. Cały czas to samo. Odkąd pojawiłem się w życiu Jade, spadają na nią same nieszczęścia. Zbyt często jestem w tym szpitalu, tylko problem tkwi w tym, że to nie ja jestem ofiarą. Po jakiś 40 minutach z sali wyszedł lekarz.


-Co z nią panie doktorze-zapytałem szybko.

-Dzień dobry panie Styles tak?

-Tak.

-No więc, wszystko prawie w porządku. Oprócz tego, że Pani Winson została oszpecona na plecach. Niestety musi minąć kilka miesięcy, za nim moglibyśmy usunąć ranę. Przykro mi.

-Dziękuję panie doktorze, a czy mogę do niej wejść?

-Tak, ale proszę długo nie siedzieć, bo pańska dziewczyna musi odpoczywać. A i jeszcze jedno w sprawie jutrzejszej operacji. Musimy ją  przesunąć , bo jest zbyt duże ryzyko. Myślę, że za tydzień będzie dobry termin.

-Dobrze , dziękuję jeszcze raz.


    Lekarz poszedł do swojego gabinetu, a ja kierowałem się do Jade. Otworzyłem lekko drzwi i zobaczyłem ją.

piosenka

  Była cała posiniaczona, na twarzy miała rany. Usiadłem na krześle i wziąłem jej chłodną dłoń. Ściskałem ją, jakbym znowu się bał, że odejdzie ode mnie, zostawi mnie. Wyglądała tak jakby spała. Wyraz jej twarzy był taki smutny, obojętny, jakby... życie nie miało sensu.
    Posiedziałem u niej jakieś 20 minut i postanowiłem pójść do lekarza, by z nim porozmawiać. Zapukałem lekko do drzwi gabinetu i po chwili usłyszałem "proszę'. Otworzyłem drzwi mówiąc:

-Ja przepraszam, że przeszkadzam, ale mam pytanie do pana.

-Niech pan usiądzie, słucham o co chodzi?

-Kiedy ona się wybudzi?

-Pani Jade doznała lekkiego wstrząśnienia mózgu. Jednak jest wszystko w porządku. Kiedy się wybudzi? Dokładnie nie wiem, ale myślę, że dzisiaj wieczorem. Bo jeżeli nie, to będziemy starali się ją wybudzić. Emmm Panie Styles... czy widział Pan co się tam stało?

-Tak, widziałem. Ten skurw...przepraszam były chłopak Jade-Ted chciał się zemścić, bo kilka lat temu Jade od niego odeszła. I to on wszystko jej zrobił.

-Niestety widziałem, co ten Ted zrobił Pani Winson. Na plecach... nożem wyrył jej napis....


     I w tym momencie zadzwonił telefon. Lekarz przeprosił i odebrał. Słyszałem jego rozmowę:

-Ale jak to?

-.........

-Przecież, nie to niemożliwe.

-.....

-Nie, proszę poczekać.



    Nagle skierował się do mnie:


-Panie Styles czy na pewno jest pan chłopakiem Panie Winson?

-Tak to znaczy nie - nie wiem.

-Jak to pan nie wie?

-Długa historia, ale jeszcze tak jestem.

-Aha, no dobrze.

 
     I znowu powrócił do rozmowy przez telefon:

-Tak, wszystko się zgadza.

-............


-Ale jak to?

-...........

-Proszę, natychmiast wezwać policję.

-............


    Odłożył słuchawkę i spojrzał na mnie z przerażeniem. 


-Coś się stało?- spytałem nie pewnie.

- Niech Pan szybko biegnie do Pańskiej dziewczyny, szybko!!!- mówił wstając z krzesła.



    Nic nie mówiąc, wybiegłem z gabinetu doktora. Po kilku sekundach byłem już w sali Jade, jednak to co tam zobaczyłem.... po prostu zamarłem....







^^^^^^^^

No i jest rozdział 11 ..... No to next będzie za tydzień. 

Komentujcie, bo to mnie mobilizuje do dalszej pracy... Do zobaczenia <33


Bohaterowie:







Veronica Collin- 19 lat. Należy do sfory Viktorii. Próbuje upodobnić się do Vik. Kiedyś się zmieni i okaże się być miłą dziewczyną.







Elizabeth Brown- 19 lat. Należy do sfory Vik. Tak jak Veronica okaże się miłą dziewczyną.



 <33

Rozdzaił 10 "...zemsta się wypełniła.."


piosenka

-... i to było... prawdą. Ten cały zakład to pomysł Viktorii, ona mnie w to wplątała. Chciała cię upokorzyć. Dla mnie na początku to była tylko zabawa. Dopiero później- zaciął się na chwilę- jak Cię poznałem, dowiedziałem się kilka rzeczy o tobie. Jest w tobie takie coś, co powoduje, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Ty cała dajesz mi powód do życia. Dzięki tobie wiem dla kogo żyję, dla kogo wstaję, dla kogo kładę się spać. Dla ciebie. Z każdym dniem kocham cię bardziej. Potem ten rak. Nawet nie wiesz jak się o Ciebie bałem. Cholernie się martwiłem, że nigdy cię nie zobaczę, nie dotknę, nie pocałuję, nie rozbawię. A wtedy gdy.... gdy zapytałem czy zostaniesz moją dziewczyną, ty tylko mnie pocałowałaś, co sprawiło, że stałem się najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Dziękuje Ci za to i przepraszam. Wiem, że teraz mnie nie na widzisz, a-ale nie mogę bez Ciebie żyć. Gdy, żyję ze świadomością, że Cię straciłem, moje życie traci sens.- po tych słowach upadł na kolana, schował twarz w swoje dłonie i zaczął płakać.



   Nie mogłam na to patrzeć.Sama się rozpłakałam i upadłam na kolana. Ujęłam jego mokrą od łez twarz i lekko go pocałowałam. Tak pocałowałam. Chciałam poczuć ponownie smak jego ust. Brakowało mi tego, jak niczego innego. Ale nie mogłam mu od tak wybaczyć. Chcę więcej czasu, ale czy czas mi tutaj pomoże? Gdy Harrego nie było przy mnie czułam się taka samotna, pusta w sobie. Nie dam rady wytrzymać jeszcze więcej bez Niego. On daje mi siłę by żyć. On daję radość, bezpieczeństwo, ale muszę to przemyśleć, bo ..... Boję się. Boję się, że znowu mnie zrani i .... Czy tylko ja zawsze muszę się o wszytko bać? Czy muszę? 

   
   Wstaliśmy, a Harry podszedł do drzwi, otworzył je i ostatni raz spojrzał na mnie ze smutkiem. Poszedł, a ja zostałam sama. Sama ze swoimi niepewnymi myślami. 


 ^^^^^^^^^
   
     Koło 16:20 zaczęłam się szykować na spotkanie z Kate. Wzięłam szybki prysznic, włosy, rozpuściłam i ubrałam się.


O !6:50 wyszłam z domu. Poszłam w kierunku parku. Na jednej z ławek siedziała dziewczyna. Będąc kilka metrów od  Kate, nagle ktoś wciągnął mnie w krzaki i przyłożył nóż do gardła. Po chwili zobaczyłam że to ... Ted?
   Patrzył na mnie jak na ofiarę. W jego oczach była wściekłość, nienawiść.
Powiedział do mnie:

-No i co suko , widzimy się ponownie. Tym razem już mi nie uciekniesz.

- Puść mnie.

-O nie, ty szmato. Nikt Ci już nie pomoże. 

  PO chwili poczułam tylko- ciemność, ból.... nieznośny ból.



***Kate***

Haha zemsta się wypełniła. Mój brat odegrała się na Jade. Tak Ted to mój brat. Jede odeszła od niego bez słowa, to teraz ma. Najlepszy moment, bo ona już nie jest z tym Harrym. Hahaha.



*** Harry***

 Porozmawialiśmy. W końcu mnie wysłuchała. Gdy poszedłem od Jade, zacząłem kierować się do parku. Zobaczyłem tam Kate i Teda??Co on tu robi? Może stoję od nich kilkanaście metrów, ale wzrok mnie jeszcze nie zawodzi.Wiem że to on. A co jeśli on , zrobi, a co gorsze już znalazł Jade.
 Cały czas obserwowałem go. po chwili zobaczyłem , że Jade idzie w stronę Kate. Gdy przechodziła obok krzaków, w których ukrywał się Ted, on złapał ją i wciągnął w te cholerne krzaki. Szybko zacząłem biec w ich kierunku. Wskoczyłem do tych jebanych krzaków i zobaczyłem nie przytomna Jade leżącą na ziemi, a ten debil, nożem pisał jej cis na plecach. Obok leżała jakaś rurka i pierdolnąłem go w łep. Złapał się za głwę i zaczął uciekać, kiedy ja wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem na policję i pogotowie. Po 5 minutach przyjechali. Opisałem Teda i natychmiast zaczęli poszukiwania, a Jade zawieźli do szpitala. Pojechałem razem z nią, mnie już znali, wiedzieli, że jestem jej chłopakiem. Chyba nadal jestem??? Byłem na maksa wkurwiony. Zabije skurwiela. Ale to załatwię później, teraz najważniejsza jest Jade.



Jest next rozdziało. No to do następnej notki <33




Rozdział 9 ..." Barbie z tapetą na mordzie..."

***Harry***

Pisałem do niej, prosiłem żeby się ze mną spotkała w parku, ale pewnie nie przyjdzie, nie chce mnie znać. Nie dziwię się jej :( To wszystko przez  Vik....a-ale to też moja wina. Dlaczego wciągnąłem się w ten cholerny plan?!?! Może, na początku udawałem, ale później poczułem coś do niej. Otworzyła się przede mną, a ja przed nią. Opowiedziałem jej swoje( teraz bezsensowne ) życie. Wcześniej, gdy byłem przy niej , moje życie było takie... radosne. Byłem szczęśliwy. Wiedziałem, że ktoś mnie kocha, potrzebuje. Te wszystkie dziewczyny to nie to samo.   One są takie..... dziwne. Takie przylepy. A Jade? Jade jest.... cudowna, niezwykła,tajemnicza( co jest bardzo pociągające), piękna, czuła, po prostu idealna. Chciałem by czuła się przy mnie bezpieczna, potrzebna i kochana. Nienawidzę siebie. Pójdę do paku!!!! Będę tam czekał, nawet i wieczność.




***Jade****


Nie mogłam zasnąć. I tak nie idę do szkoły. Koło 5:00 wstałam i spod łóżka wyciągłam stare radio. Nie pamiętam jak się to znalazło. No cóż... Włączyłam i nastawiłam na jakiś kanał. Leciała jakaś durna piosenka, a potem puścili piosenkę OLI-"Obok mnie".


piosenka


 
    Ładna, od razu pomyślałam o NIm...o NAS. Ale tych wcześniejszych nas. Mogliśmy na siebie liczyć. Mogliśmy sobie o wszystkim powiedzieć. Mimo, że krótko się znamy, to wiedziałam że jest moim prawdziwym przyjacielem. A teraz to .... Nie mogę w to uwierzyć. To wszystko zmieniło moje całe życie........

   Słuchałam radia jakieś 2 godziny jeszcze. Więc koło 7:20, odprawiłam poranną toaletę, włosy rozpuściłam i ubrałam się.




Zeszłam na dół, zrobiłam sobie śniadanie czyli tosty i herbatkę. Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam zjadać moje śniadanko. Po moich policzkach łzy same ciekły. Dlaczego ja jestem taka naiwna i głupia? Wierzyłam mu.
   Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie chciałam nikogo teraz widzieć., ale ogarnęłam się i poszłam otworzyć. Za drzwiami zobaczyłam powód moicj łez i panią plastikową z jej sforą. Ohhh nie chce widzieć tych idiotów. Szybko machnęłam drzwiami z zamiarem zamknięcia ich, ale on zatrzymał je swoją ręką. Po chwili odezwała się.

-Jade porozmawiajmy.

 Następnie odezwała się Vik mówiąc do NIEGO:

-Kochanie po co mnie tutaj przyprowadziłeś? Przecież wiesz, że nie lubię chodzić do takiego chlewu- po tych słowach zaczęła się śmiać, a jej sfora robiła to co ona.Po co one się wzorują na takiej plastikowej lali? Ale Veronica i Elizabeth nie są takie jak ona. No ale cóż. 
   

     Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam w sercu takie jakby ukłucie? Co to jest? Zazdrość? Przecież ja go nie kocham.... Co ja gadam? Ja go cholernie kocham. Ale po co taka miłość? Jedna miłość kocha bezgranicznie, a druga kłamie. Hmmm jak widzę już ma nową dziewczynę. Ja jestem następną idiotką, która się zakochała w niewłaściwym facecie. Życie....Wracając do rozmowy.  Po tym jak Viktoria zaczęła się śmiać, Harry spiorunował ją wzrokiem i ze złością w głosie zgasił ją.

-Zamknij się tapeciaro- nono nieźle jej pojechał hueheuheuhe. 

-Jade proszę daj mi wszystko wyjaśnić. Proszę.- ostatnie słowo powiedział ciszej.

-Masz 5 minut i niech to - palcem wskazałam na Vik- sobie pójdzie.

- Biedna dziewczyna się odezwała, chodźcie dziewczyny pfffff....- powiedziała plastikowa dama i odeszła.

- Barbie z tapetą na mordzie- powiedziałam cicho prze zęby, żeby nikt nie usłyszał. Ale Harry chyba skumał bo się uśmiechnął. Nie odwzajemniłam tego. Na mojej twarzy był smutek, złość, ale i stanowczość i surowość.
  

   Wpuściłam go do środka, nie odzywając się ani słowem. W końcu zaczął:



-Słuchaj Jade, pamiętasz co ci mówiłem w szpitalu?

-Tak mówiłeś, że nigdy mnie nie zranisz- po policzku spłynęła jedna kropla -łza.





-Tak, ale coś jeszcze mówiłem.- mówił tak czule, spokojnie, delikatnie.

-Nie wiem.

-Powiedziałem, że strasznie się bałem, że cię stracę. Mówiłem, że jesteś moim życie, moim powietrzem to było......




Kochani powoli nadrabiam. Dzisiaj dodam jeszcze kilka rozdziałów. Bo wcześniej nic mi nie chciało działać  jak powinno. Strasznie, strasznie przepraszam. Komentujcie proszę <33













 










niedziela, 6 października 2013

Rozdział 8 "Jestem idiotą"

***Oczami Harrego***

     Co ja zrobiłem? Jestem największym idiotą na świecie. Przecież kocham Jade ponad życie. Nie poszedłem na lekcje, wziąłem tylko coś z szafki. Gdy ją otworzyłem wyleciała z niej mała karteczka, złożona na pół. Rozłożyłem kawałek papieru i przeczytałem co było na niej napisane:


                                     "Nie obiecuj już" .

    Tak wiem, obiecywałem jej, że jej nie zranię, a właśnie teraz to zrobiłem. Muszą ją odzyskać, nawet za najwyższą ceną.




***Oczami Jade***

     ....zaczęłam pisać...


"Hej"
" Przepraszam, że dawno nie zaglądałam do Ciebie. ON zmienił moje życie....na gorsze. Ale zacznę od początku. Najgorsze , że dowiedziałam się, że mam raka. :( Strasznie to przeżyłam. Jednak ON był był przy mnie. Nie chce wypowiadać tego imienia. Zapytał mnie wtedy czy zostanę jego dziewczyną. Zgodziałam się, bo go kochałam.... Kochałam??? Cały czas mnie trzymał za rękę. Teraz nie chcę go znać. Po pierwszej operacji dowiedziałam się, że mam mieć drugą za dwa dni. ON nie opuścił mnie nawet na chwilę. Dzisiaj poszliśmy do szkoły. Vik od razu podleciała do NIEGO i powiedziała:
-Widzę, że plan się powodzi.- czy coś takiego. Zapytałam GO o co chodzi. Nie odpowiedział mi. Gdy weszłam do klasy Viktoria i jej sfora zaczęły się śmiać. A Kate( dzisiaj ją poznałam, myślę, że się zaprzyjaźnimy) ...powiedział tylko ciche:"przykro mi". Tak zdziwiłam się, nie wiedziałam o co jej  chodzi. Pogadaliśmy na korytarzu. Dowiedziałam się o wszystkim. Nie mogłam w to uwierzyć, nadal w to nie wierzę. Ty zapewne też nie uwierzysz. ON....On mnie oszukał. Tak naprawdę, cały czas kłamał. Nigdy mnie nie kochał, a ja taka głupia i się w nim zabujałam. Razem z Vik wymyślił plan , że ON mnie w sobie rozkocha i potem mnie rzuci i powie każdemu, że jestem słaba w łóżku i Vik miała powiedzieć do mnie tak:"  I ty myślałaś, że taki przystojniak jak Harry, zakochałby się w takim czymś jak ty??"
Nie mogłam w to uwierzyć.... nie chciałam w to wierzyć. Obiecywał mi w szpitalu, że mnie nie zrani. Nie ufam mu. Wróciłam do domu. Ktoś mnie śledził. Mam złe przeczucia. To na pewno nie był ON. Kochałam go, ale on wszystko spieprzył................."



   Koło godziny 19:30, odprawiłam wieczorną toaletę. Cały czas płaczę. Nie rozumiałam dlaczego to zrobili? Położyłam się na łóżku i zobaczyłam która godzina( na telefonie). Była 20:15. Miałam 4 nieodebrane wiadomości. 3 od NIEGO, a jedna od nieznanego numeru. Odczytałam najpierw wiadomości od kłamcy.:

            1."Jade przepraszam. To nie tak, jak myślisz.
 Naprawdę Cię KOCHAM<3 Daj mi szanse."


2."Proszę spotkajmy się jutro w parku,
 niedaleko twojego domu o 16:00.Proszę."


3." NIe pozwolę, by ktoś Cię skrzywdził. 
 Kocham Cie <3. Dobranoc. Harry xx.



Nie wierzę mu. To pewnie dalsza część tego jebanego planu. Nie spotkam się z nim . Po chwili przeczytałam 4 wiadomość:


" Znalazłem cię suko.Już mi nie uciekniesz!!! "


Serce zaczęło szybciej bić. Kilka głębokich oddechów- nic nie pomagało. Zaczęłam płakać jak małe dziecko.Myślałam tylko o jednym,....on....powrócił....Ted. O-o-on ch-chce mnie zabić. Dlaczego akurat dzisiaj wszystko się jebie na łep. Operacja, ON, kłamstwo, Ted. mówiła do siebie płacząc, cały czas. Teraz boję się wyjść z domu. Nagle usłyszałam dzwonek swojego telefonu, oznaczający, że dostałam wiadomość. Znowu nieznany numer. A co jeśli to T-ted??? Otworzyłam sms-a, w którym pisało:



 "Hej śpisz? Kate xD."


Ufff to tylko Kate. Napisałam jej:


" Nie :)"


Po kilkunastu sekundach dostałam odpowiedz:


"Aaaaha :)Może spotkamy się jutro w parku?"


No nie wiem.... A jak trafie na Teda? Chociaż będę z Kate i będzie dużo ludzi. Więc dobra.


"Okey, jasne o której?"

Długo nie odpisywała, ale w końcu dostałam wiadomość: 



"Koło 17:00 może być? :)"


 
Odpisałam jej :


"Okey, dobranoc :)"



  Kate już nie odpisała. Ja natomiast w końcu zasnęłam.




***************Następnego dnia****************
 

  Niepewnie szłam do parku. Byłam kilka minut przed czasem. Na ławce siedziała Kate. Szłam do niej, ale.... kilka metrów przed nią ktoś złapał mnie za szyję, zasłaniając przy tym usta i wciągnął w krzaki. W pewnym momencie dołożył mi nóż do szyi. Wiedziałam , że to mężczyzna, spojrzałam na niego i......i.......i zobaczyłam.....Teda. W jego oczach była złość, nie- coś gorszego: wściekłość, nienawiść, furia. Znowu się bałam. Zamknęłam oczy................................................
 ******************************************************


Przebudziłam się z piskiem i płaczem. Była 3:55. To był koszmar, który na długo zostanie w mojej pamięci. Tak normalnie to bym zadzwoniła do Ha.... NIEGO.  Pewnie już byłby tutaj ze mną, leżał w łóżku ze mną i mocno przytulał, żebym się nie bała. A teraz... teraz to  to wszystko straciłam. Ale to nie moja wina, chociaż  też się za to winię, bo niepotrzebnie tak szybko mu zaufałam, pokochałam go. On i Viktoria to wszystko uknuli. A on miał czelność mówić, że mnie kocha. Nienawidzę 4 osób: Vik, Teda, Jego i.... siebie. Może ta operacja się nie uda, albo coś mnie potrąci, albo Ted mnie zabije. Bez różnicy i tak już część mnie wymarła. Tą częścią była miłość do Ha... . Nie ma dla kogo żyć, dla kogo wstawać, uśmiechać się. Przynajmniej spotkam rodziców, za którymi ta tęsknie... bardzo tęsknię.



****Oczami Kate****
 
     Hmmmm.... wszystko idzie zgodnie z planem. Ważne, żeby tylko zjawił się on i ona. A wtedy wszystko się uda.







  No wzięłam się za robotę i napisałam w końcu. Jak najbardziej postaram się w tym tygodniu napisać kolejną część.  NO to do zobaczenia <33 Koffam Was :**