Zapomiałam dadać nowej bohaterki....
Kate Smith- 19 lat. Chodzi do liceum. Pomoże Jade, aby komuś pomóc się zemścić.
No to pa :**
niedziela, 22 września 2013
Rozdział 7 ..." Nie obiecuj już "...
...............................
Wszedłem do gabinetu i usiadłem na krześle. Lekarz rozpoczął rozmowę:
-Proszę Pana, wystąpił pewien błąd.
-Co? Jaki błąd? Mówił Pan, że wszystko jest dobrze.- przerwałem mu.
-Spokojnie. Będziemy musieli przeprowadzić jeszcze jedną operację za 2 dni. Jak na razie Pani Winson będzie mogła iść do domu.
- Co poszło nie tak?- zapytałem zdenerwowany.
-To bardzo skomplikowane, a teraz chciałbym poinformować pańską dziewczynę o następnej operacji.
-Dobrze- powiedziałem bardzo smutno.Znów się boję. cholernie się boję.
Po kilku minutach byliśmy już w sali Jade. Gdy lekarz przekazał jej wiadomość o następnej operacji, nie odezwała się ani słowem, tylko po jej policzku spłynęła łza.
Zamknęła oczy, a łzy nadal ciekły z jej powiek. podszedłem do niej i złapałem za rękę. Lekarz wyszedł, a my zostaliśmy sami. Powiedziałem do nie:
-Jade, kochanie, wszystko będzie dobrze. Pamiętaj, że jestem tutaj przy tobie i Cie bardzo kocham.
Ona tylko otworzyła i od razu zamknęła oczy, całe mokre od łez.
****Jade****
.....Dowiedziałam się,że mam mieć znowu...operacje. Nie chcę drugi raz przez to przechodzić. Ten strach... znowu powrócił..... .
**Harry***
****Kilka godzin później***
Po kilku godzinach byliśmy już w domu. Jutro szkoła, ale nie pójdę i Jade też nie. Będziemy razem. Ale ona się uparła, że chce iść do szkoły, bo w końcu nie zda i mi też kazała iść. Nie chciałem się jej sprzeciwiać. Zjedliśmy coś i położyliśmy się do łóżka. Jade nadal płaczę, przysunąłem ją do siebie i pocałowałem w szyję. Po chwili zasnęliśmy.
*** Jade****
Obudziłam się wtulona w Hazze. Był taki słodki jak spał. On w ogóle jest słodki. Ojojojoj za dużo tej słodkości he he :**. Była godzina 7:40. Wyplątałam się z objęć chłopaka, wzięłam bieliznę i ubrania.
Po 20 minutach wyszłam z łazienki gotowa. Harry jeszcze spał?! Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek, a on złapał mnie w talii i pociągnął za sobą tak że po chwili leżałam na łóżku. Tak się złożyło, że byłam przodem do niego. Dosłownie kilka centymetrów. Przysunęłam jego twarz do mojej i złączyłam nasze usta w delikatny pocałunek.
Po kilku sekundach wstałam i poszłam do kuchni. Nie chciałam dzisiaj myśleć o operacji. Zrobiłam śniadanie i zawołałam Harrego. Zjedliśmy pyszne tosty, wzięłam torbę, założyłam buty i razem wyszliśmy z domu. Zamknęłam dom na klucz i wsiedliśmy do auta Hazzy. Pojechaliśmy do jego domu, bo musiał się przebrać i wziąć potrzebne rzeczy. Weszliśmy di do domu loczka. Po 10 minutach Harry był przebrany w czarne rurki i biała koszulkę.
Koło 8:50 byliśmy w szkole. Gdy weszliśmy na korytarz podleciał do nas Viktoria, a raczej do Stylesa. Powiedziała do niego:
-Widzę, że plan się powodzi.- po chwili spojrzała na mnie i potem znowu na chłopaka.
O co chodzi? Co to ma znaczyć? Jaki plan? Co ja mam z tym wspólnego? Pociągnęłam Hazzę za rękaw, mówiąc :
-Możemy pogadać?
-Tak jasne.- powiedział trochę przestraszony. Jakby się czegoś obawiał.
-Jaki plan? O co chodzi?- pytałam
Nie odzywał się. Cały czas patrzył na podłogę. Ani razu nie spojrzał na mnie. Bez słowa poszłam do klasy. Nie poszedł za mną. Nawet nie drgnął. Gdy weszłam do sali, Vik i jej sfora zaczęły się śmiać. A jakaś dziewczyna, powiedziała ciche:
-Przykro mi.
Co? O co wa wszystkim chodzi? Podeszłam do tej dziewczyny i powiedziałam.
-Hej możemy pogadać?
-Tak jasne.-lekko się uśmiechnęła do mnie.
Wyszłyśmy na korytarz. Po chwili dowiedziałam się ,że nazywa się Kate Smith. W końcu spytałam:
-O co chodzi z tym, że ci przykro?
-To ty nic nie wiesz?
-No nie oświeć mnie. Wiesz co to jest z tym całym planem?
-Tak przez przypadek usłyszałam jak...- zacięła się na chwilę- ...Harry Styles i Viktoria gadali o jakimś planie upokorzenia cię.
-Na ale jakieś szczegóły- mówiłam zdenerwowana, miałam chęć się rozpłakać, ale chciałam być silna.
-Plan miał polegać na ty, że Harry miał cię w sobie rozkochać, przelecieć i potem mówić każdemu, że jesteś słaba w łóżku i miał cię rzucić. A Vik by się śmiała, praktycznie cała szkoła by się śmiała. I miała powiedzieć coś takiego:" I ty myślałaś, że taki chłopak jak Harry, zakocha się w takim czymś jak ty".
Szybkim krokiem, ze łzami w oczach poszłam do łazienki. Na szczęście nikogo nie było. Weszłam do jednej z kabin. Zamknęłam drzwi i zsunęłam się po nich na samą podłogę. Zaczęłam płakać.
Po chwili do kabiny ktoś zapukał. Usłyszałam głos:
-Hej tu Kate, przyniosłam ci torbę..
Otworzyłam jej drzwi, podała mi torbę i powiedziała:
-Przykro mi, nie warto płakać dla takiego kogoś jak on.
-Poczekaj- wyjęłam małą karteczkę i napisałam na niej " Nie obiecuj już". Zgięłam kartkę i podałam dziewczynie mówiąc:
-Włóż to do szafki Harrego. Proszę nie czytaj. Dzięki.
-Okei i nie płacz. -powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.
Po chwili byłam już sama w łazience. Nagle usłyszałam dzwonek na lekcję. Wzięłam torbę, umyłam twarz i szybkim krokiem wyszłam ze szkoły. Znowu miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi, ale to na pewno nie był Harry. miałam złe przeczucia. Przyspieszyłam kroku i nareszcie dotarłam do domu. Zamknęłam drzwi na wszystkie spusty i pobiegłam na górę. Położyłam się na łóżku, wyjęłam pamiętnik i płacząc zaczęłam pisać...
Jest rozdział 7... Oj smutnooo :( Rozdziały będę dodawać co tydzień no chyba że bedzie więcej wolnego czasu to częściej :** Liczę na komentarze bo naprawdę mnie motywuja do dalszej twórczości. Przepraszam za błędy, nie dociągnięcia i takie różne rzeczy... Kocham was <3 Do następnego rozdziałuu <3
Wszedłem do gabinetu i usiadłem na krześle. Lekarz rozpoczął rozmowę:
-Proszę Pana, wystąpił pewien błąd.
-Co? Jaki błąd? Mówił Pan, że wszystko jest dobrze.- przerwałem mu.
-Spokojnie. Będziemy musieli przeprowadzić jeszcze jedną operację za 2 dni. Jak na razie Pani Winson będzie mogła iść do domu.
- Co poszło nie tak?- zapytałem zdenerwowany.
-To bardzo skomplikowane, a teraz chciałbym poinformować pańską dziewczynę o następnej operacji.
-Dobrze- powiedziałem bardzo smutno.Znów się boję. cholernie się boję.
Po kilku minutach byliśmy już w sali Jade. Gdy lekarz przekazał jej wiadomość o następnej operacji, nie odezwała się ani słowem, tylko po jej policzku spłynęła łza.
Zamknęła oczy, a łzy nadal ciekły z jej powiek. podszedłem do niej i złapałem za rękę. Lekarz wyszedł, a my zostaliśmy sami. Powiedziałem do nie:
-Jade, kochanie, wszystko będzie dobrze. Pamiętaj, że jestem tutaj przy tobie i Cie bardzo kocham.
Ona tylko otworzyła i od razu zamknęła oczy, całe mokre od łez.
****Jade****
.....Dowiedziałam się,że mam mieć znowu...operacje. Nie chcę drugi raz przez to przechodzić. Ten strach... znowu powrócił..... .
**Harry***
****Kilka godzin później***
Po kilku godzinach byliśmy już w domu. Jutro szkoła, ale nie pójdę i Jade też nie. Będziemy razem. Ale ona się uparła, że chce iść do szkoły, bo w końcu nie zda i mi też kazała iść. Nie chciałem się jej sprzeciwiać. Zjedliśmy coś i położyliśmy się do łóżka. Jade nadal płaczę, przysunąłem ją do siebie i pocałowałem w szyję. Po chwili zasnęliśmy.
*** Jade****
Obudziłam się wtulona w Hazze. Był taki słodki jak spał. On w ogóle jest słodki. Ojojojoj za dużo tej słodkości he he :**. Była godzina 7:40. Wyplątałam się z objęć chłopaka, wzięłam bieliznę i ubrania.
Po 20 minutach wyszłam z łazienki gotowa. Harry jeszcze spał?! Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek, a on złapał mnie w talii i pociągnął za sobą tak że po chwili leżałam na łóżku. Tak się złożyło, że byłam przodem do niego. Dosłownie kilka centymetrów. Przysunęłam jego twarz do mojej i złączyłam nasze usta w delikatny pocałunek.
Po kilku sekundach wstałam i poszłam do kuchni. Nie chciałam dzisiaj myśleć o operacji. Zrobiłam śniadanie i zawołałam Harrego. Zjedliśmy pyszne tosty, wzięłam torbę, założyłam buty i razem wyszliśmy z domu. Zamknęłam dom na klucz i wsiedliśmy do auta Hazzy. Pojechaliśmy do jego domu, bo musiał się przebrać i wziąć potrzebne rzeczy. Weszliśmy di do domu loczka. Po 10 minutach Harry był przebrany w czarne rurki i biała koszulkę.
Koło 8:50 byliśmy w szkole. Gdy weszliśmy na korytarz podleciał do nas Viktoria, a raczej do Stylesa. Powiedziała do niego:
-Widzę, że plan się powodzi.- po chwili spojrzała na mnie i potem znowu na chłopaka.
O co chodzi? Co to ma znaczyć? Jaki plan? Co ja mam z tym wspólnego? Pociągnęłam Hazzę za rękaw, mówiąc :
-Możemy pogadać?
-Tak jasne.- powiedział trochę przestraszony. Jakby się czegoś obawiał.
-Jaki plan? O co chodzi?- pytałam
Nie odzywał się. Cały czas patrzył na podłogę. Ani razu nie spojrzał na mnie. Bez słowa poszłam do klasy. Nie poszedł za mną. Nawet nie drgnął. Gdy weszłam do sali, Vik i jej sfora zaczęły się śmiać. A jakaś dziewczyna, powiedziała ciche:
-Przykro mi.
Co? O co wa wszystkim chodzi? Podeszłam do tej dziewczyny i powiedziałam.
-Hej możemy pogadać?
-Tak jasne.-lekko się uśmiechnęła do mnie.
Wyszłyśmy na korytarz. Po chwili dowiedziałam się ,że nazywa się Kate Smith. W końcu spytałam:
-O co chodzi z tym, że ci przykro?
-To ty nic nie wiesz?
-No nie oświeć mnie. Wiesz co to jest z tym całym planem?
-Tak przez przypadek usłyszałam jak...- zacięła się na chwilę- ...Harry Styles i Viktoria gadali o jakimś planie upokorzenia cię.
-Na ale jakieś szczegóły- mówiłam zdenerwowana, miałam chęć się rozpłakać, ale chciałam być silna.
-Plan miał polegać na ty, że Harry miał cię w sobie rozkochać, przelecieć i potem mówić każdemu, że jesteś słaba w łóżku i miał cię rzucić. A Vik by się śmiała, praktycznie cała szkoła by się śmiała. I miała powiedzieć coś takiego:" I ty myślałaś, że taki chłopak jak Harry, zakocha się w takim czymś jak ty".
Szybkim krokiem, ze łzami w oczach poszłam do łazienki. Na szczęście nikogo nie było. Weszłam do jednej z kabin. Zamknęłam drzwi i zsunęłam się po nich na samą podłogę. Zaczęłam płakać.
Po chwili do kabiny ktoś zapukał. Usłyszałam głos:
-Hej tu Kate, przyniosłam ci torbę..
Otworzyłam jej drzwi, podała mi torbę i powiedziała:
-Przykro mi, nie warto płakać dla takiego kogoś jak on.
-Poczekaj- wyjęłam małą karteczkę i napisałam na niej " Nie obiecuj już". Zgięłam kartkę i podałam dziewczynie mówiąc:
-Włóż to do szafki Harrego. Proszę nie czytaj. Dzięki.
-Okei i nie płacz. -powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.
Po chwili byłam już sama w łazience. Nagle usłyszałam dzwonek na lekcję. Wzięłam torbę, umyłam twarz i szybkim krokiem wyszłam ze szkoły. Znowu miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi, ale to na pewno nie był Harry. miałam złe przeczucia. Przyspieszyłam kroku i nareszcie dotarłam do domu. Zamknęłam drzwi na wszystkie spusty i pobiegłam na górę. Położyłam się na łóżku, wyjęłam pamiętnik i płacząc zaczęłam pisać...
Jest rozdział 7... Oj smutnooo :( Rozdziały będę dodawać co tydzień no chyba że bedzie więcej wolnego czasu to częściej :** Liczę na komentarze bo naprawdę mnie motywuja do dalszej twórczości. Przepraszam za błędy, nie dociągnięcia i takie różne rzeczy... Kocham was <3 Do następnego rozdziałuu <3
sobota, 14 września 2013
Rozdział 6 " Bedziemy żyć wiecznie..."
* Harry*
W końcu zasnęła. Cały czas jestem przy niej. Kocham ja i nie chce tego spieprzyć. Nie opuszczę jej teraz.
*Jade*
Rano obudziłam się i pierwsze co zobaczyłam, że Hazza siedzi na krześle, cały czas trzyma mnie za rękę i słodko śpi <3. Nie budziłam go. Dobrze, że dzisiaj wychodzę. Nadal nie mogę się pogodzić z tym, że mam raka. Będę walczyć dla siebie i Harrego. Po kilku minutach mój kśiąże wstał i uśmiechnął się do mnie.
- Hej, jak się czujesz?- zapytał z troską.
-Dobrze- lekko uśmiechnęłam się.
Po chwili do sali wszedł lekarz, mówiąc:
-Dzień dobra, jak samopoczucie?
-Dobrze, dziękuje.- odpowiedziałam.
- Dziś Pani wróci do domu, niech się Pani nie denerwuje i odpoczywa.
-Dziękuje Panie doktorze.
Po 20 minutach już wszystko ogarnęłam. Koło 11-12 byłam już w domu , a nie sorki poprawka- byliśmy. Mówiłam, mu, żeby pojechał do domu, odpoczął, wyspał się , ale nie on się uparł, że zostanie ze mną. Zrobiłam herbaty, Harry przyniósł ciepłe koce i razem usiedliśmy na kanapie. Owinięci po samą szyję, wtuleni w siebie, piliśmy herbatkę. Włączyliśmy jakiś film, nawet fajny, coś takiego jak komedia romantyczna połączona z kinem akcji. Po tym jeszcze obejrzeliśmy jakąś część " Zmierzchu". I takie tam jeszcze inne, w końcu zasnęłam, wtulona w pięknie pachnący tors Harrego.
*Tydzień później*
***dzień operacji***
Bałam się tego jak niczego dotąd. Cholernie się bałam. Bałam się, że tego nie przeżyje. Że to będę ostatnie moje chwile na ziemi. Bałam się,już nigdy nie zobaczę mojego kochanego chłopaka, nie przytulę, nie pocałuje go, nie poczuje smaku jego słodkich ust, nie powdycham jego perfum, które tak bardzo kocham. Że już nigdy nie poczuje stada motyli w moim brzuszku, które pojawiały się tylko gdy był blisko. Tak strasznie się bałam, że to wszystko stracę. Może i nad używał słowa" bałam"ale inaczej nie da się tego określić, bo strasznie, okropnie, cholernie się bałam.
W końcu przyszła po mnie śmierć czy ją pokonam, czy będę z nią walczyć, aż w końcu wygram?
*Harry*
Dzisiaj dzień operacji... Jade zabrali już na salę operacyjną. A ja? Ja... siedzę na krześle, głowa schowana w dłoniach opartych o nogi. Myślę, cały czas o niej... o nas. Modlę się by to przeżyła, by była szczęśliwa ze mną. Uwielbiam gdy razem oglądamy horror, a ona cała się trzęsie, wtedy przytula się do mnie mocno i już jest wszystko okey. Chce by była przy mnie bezpieczna. Nie chcę jej stracić. Nie teraz. Nigdy. Będziemy żyć wiecznie, razem.
Po 2 godzinach z sali wyszedł lekarz i powiedział do mnie:
- Za Panią Winson jest wszystko w porządku. Operacje się udała. Niedługo będzie Pan mógł odwiedzić dziewczynę.
-Bardzo dziękuję Panie doktorze.
Uśmiechnął się i odszedł. Po 15-20 minutach pozwolili mi wejść do niej. Wszedłem na sale usiadłem na krześle obok łóżka i złapałem jej dłoń. Nie przebudziła się się jeszcze. Tak jak tydzień temu- trzymam jej dłoń cały czas. I cały czas będę ją trzymał. Jakbym się bał, że odejdzie ode mnie. Cały czas patrzyłem na nią. Miała smutny wyraz twarzy. Nigdy mi się nie znudzi patrzenie na jej śliczną buzię. Ale jednak zasnąłem.
*Jade*
Czyli jednak wygrałam? Ostanie co pamiętam to to, że zabrali mnie na salę operacyjną. Oczywiście daleką i tą nie daleka przeszłość pamiętam: Ted, rodzice, wypadek, dom tutaj, Vik i najlepsze co mnie tutaj spotkało: Harry. A i jeszcze ten pieprzony rak.
Nie mogłam się obudzić, ale moja podświadomość mówiła jedno:" Harry tutaj jest przy tobie, dla Ciebie." Czułam jak trzyma moją dłoń, tak jak przez cały ubiegły tydzień. Tak te siedem dni były cudowne. Razem szliśmy do szkoły, razem wracaliśmy. Po szkole zawsze mnie gdzieś zabierał, starał się bym była szczęśliwa. Bym wiedział, że mogę na niego liczyć, czuć się bezpiecznie. To właśnie on sprawił, że moje życie się zmienia, cały czas.
*Harry*
Po jakiejś godzinie obudziłem się, ale Jade jeszcze nie. Cały czas czekałem, aż moja księżniczka się obudzi. Jeszcze 2 godziny czekania opłacały się. Jade się w końcu przebudziła. Uśmiechnąłem się do niej, ale ona tylko spojrzała na mnie i po jej policzku spłynęła łza. Nie pytałem o nic, po prostu wytarłem opuszkiem palca jej policzek i lekko pocałowałem. Wtedy uśmiechnęła się o pokazała, żebym się nachylił. Tak jak tydzień temu. Teraz nie pocałowała, tylko przytuliła mnie i szepnęła do ucha z ostatkiem sił:
-Kocham Cię.
- Ja Ciebie też słonko. Ja Ciebie też.
Odchyliłem się od niej i dalej mówiąc głaskałem jej dłoń:
-Jade nawet nie wiesz jak się bałem, o Ciebie. Że Cię nigdy nie zobaczę. Jesteś moim powietrzem, całym moim życiem. Powodujesz, że każdy mój dzień jest radosny. Dzięki tobie mam dla kogo rano wstawać. Pamiętaj, że zawsze Cię będę kochał i nigdy Cię nie zranię. Obiecuję.
Nie rozmawialiśmy ze sobą. Widziałem, że nie ma siły. Patrzyłam w jej śliczne brązowe oczy, a ona w moje. Po jakiś 20 minutach do sali wszedł lekarz i poprosił bym poszedł do jego gabinetu na rozmowę. Trochę się bałem, no ale czego???? Przecież już po wszystkim.
W końcu zasnęła. Cały czas jestem przy niej. Kocham ja i nie chce tego spieprzyć. Nie opuszczę jej teraz.
*Jade*
Rano obudziłam się i pierwsze co zobaczyłam, że Hazza siedzi na krześle, cały czas trzyma mnie za rękę i słodko śpi <3. Nie budziłam go. Dobrze, że dzisiaj wychodzę. Nadal nie mogę się pogodzić z tym, że mam raka. Będę walczyć dla siebie i Harrego. Po kilku minutach mój kśiąże wstał i uśmiechnął się do mnie.
- Hej, jak się czujesz?- zapytał z troską.
-Dobrze- lekko uśmiechnęłam się.
Po chwili do sali wszedł lekarz, mówiąc:
-Dzień dobra, jak samopoczucie?
-Dobrze, dziękuje.- odpowiedziałam.
- Dziś Pani wróci do domu, niech się Pani nie denerwuje i odpoczywa.
-Dziękuje Panie doktorze.
Po 20 minutach już wszystko ogarnęłam. Koło 11-12 byłam już w domu , a nie sorki poprawka- byliśmy. Mówiłam, mu, żeby pojechał do domu, odpoczął, wyspał się , ale nie on się uparł, że zostanie ze mną. Zrobiłam herbaty, Harry przyniósł ciepłe koce i razem usiedliśmy na kanapie. Owinięci po samą szyję, wtuleni w siebie, piliśmy herbatkę. Włączyliśmy jakiś film, nawet fajny, coś takiego jak komedia romantyczna połączona z kinem akcji. Po tym jeszcze obejrzeliśmy jakąś część " Zmierzchu". I takie tam jeszcze inne, w końcu zasnęłam, wtulona w pięknie pachnący tors Harrego.
*Tydzień później*
***dzień operacji***
Bałam się tego jak niczego dotąd. Cholernie się bałam. Bałam się, że tego nie przeżyje. Że to będę ostatnie moje chwile na ziemi. Bałam się,już nigdy nie zobaczę mojego kochanego chłopaka, nie przytulę, nie pocałuje go, nie poczuje smaku jego słodkich ust, nie powdycham jego perfum, które tak bardzo kocham. Że już nigdy nie poczuje stada motyli w moim brzuszku, które pojawiały się tylko gdy był blisko. Tak strasznie się bałam, że to wszystko stracę. Może i nad używał słowa" bałam"ale inaczej nie da się tego określić, bo strasznie, okropnie, cholernie się bałam.
W końcu przyszła po mnie śmierć czy ją pokonam, czy będę z nią walczyć, aż w końcu wygram?
*Harry*
Dzisiaj dzień operacji... Jade zabrali już na salę operacyjną. A ja? Ja... siedzę na krześle, głowa schowana w dłoniach opartych o nogi. Myślę, cały czas o niej... o nas. Modlę się by to przeżyła, by była szczęśliwa ze mną. Uwielbiam gdy razem oglądamy horror, a ona cała się trzęsie, wtedy przytula się do mnie mocno i już jest wszystko okey. Chce by była przy mnie bezpieczna. Nie chcę jej stracić. Nie teraz. Nigdy. Będziemy żyć wiecznie, razem.
Po 2 godzinach z sali wyszedł lekarz i powiedział do mnie:
- Za Panią Winson jest wszystko w porządku. Operacje się udała. Niedługo będzie Pan mógł odwiedzić dziewczynę.
-Bardzo dziękuję Panie doktorze.
Uśmiechnął się i odszedł. Po 15-20 minutach pozwolili mi wejść do niej. Wszedłem na sale usiadłem na krześle obok łóżka i złapałem jej dłoń. Nie przebudziła się się jeszcze. Tak jak tydzień temu- trzymam jej dłoń cały czas. I cały czas będę ją trzymał. Jakbym się bał, że odejdzie ode mnie. Cały czas patrzyłem na nią. Miała smutny wyraz twarzy. Nigdy mi się nie znudzi patrzenie na jej śliczną buzię. Ale jednak zasnąłem.
*Jade*
Czyli jednak wygrałam? Ostanie co pamiętam to to, że zabrali mnie na salę operacyjną. Oczywiście daleką i tą nie daleka przeszłość pamiętam: Ted, rodzice, wypadek, dom tutaj, Vik i najlepsze co mnie tutaj spotkało: Harry. A i jeszcze ten pieprzony rak.
Nie mogłam się obudzić, ale moja podświadomość mówiła jedno:" Harry tutaj jest przy tobie, dla Ciebie." Czułam jak trzyma moją dłoń, tak jak przez cały ubiegły tydzień. Tak te siedem dni były cudowne. Razem szliśmy do szkoły, razem wracaliśmy. Po szkole zawsze mnie gdzieś zabierał, starał się bym była szczęśliwa. Bym wiedział, że mogę na niego liczyć, czuć się bezpiecznie. To właśnie on sprawił, że moje życie się zmienia, cały czas.
*Harry*
Po jakiejś godzinie obudziłem się, ale Jade jeszcze nie. Cały czas czekałem, aż moja księżniczka się obudzi. Jeszcze 2 godziny czekania opłacały się. Jade się w końcu przebudziła. Uśmiechnąłem się do niej, ale ona tylko spojrzała na mnie i po jej policzku spłynęła łza. Nie pytałem o nic, po prostu wytarłem opuszkiem palca jej policzek i lekko pocałowałem. Wtedy uśmiechnęła się o pokazała, żebym się nachylił. Tak jak tydzień temu. Teraz nie pocałowała, tylko przytuliła mnie i szepnęła do ucha z ostatkiem sił:
-Kocham Cię.
- Ja Ciebie też słonko. Ja Ciebie też.
Odchyliłem się od niej i dalej mówiąc głaskałem jej dłoń:
-Jade nawet nie wiesz jak się bałem, o Ciebie. Że Cię nigdy nie zobaczę. Jesteś moim powietrzem, całym moim życiem. Powodujesz, że każdy mój dzień jest radosny. Dzięki tobie mam dla kogo rano wstawać. Pamiętaj, że zawsze Cię będę kochał i nigdy Cię nie zranię. Obiecuję.
Nie rozmawialiśmy ze sobą. Widziałem, że nie ma siły. Patrzyłam w jej śliczne brązowe oczy, a ona w moje. Po jakiś 20 minutach do sali wszedł lekarz i poprosił bym poszedł do jego gabinetu na rozmowę. Trochę się bałem, no ale czego???? Przecież już po wszystkim.
czwartek, 5 września 2013
Rozdział 5 "... Dlaczego skłamałeś?..."
*Tydzień później *
*Jade*
Z Harrym bardzo dobrze się dogadujemy. Mogę mu o wszystkim powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółmi. Dzisiaj sobota. Ciekawe co Loczek wymyśli, bo tydzień temu zabrał mnie do wesołego miasteczka. Wygrał dla mnie duuuuuziegoooo Misia.
Rano koło 8:00 wstałam, odprawiłam poranną toaletę, włosy rozpuściłam i założyłam to:
Usiadłam na łóżku i wzięłam pamiętnik. napisałam w nim:
"Drogi Pamiętniku"
" Z Harry jesteśmy przyjaciółmi. Ufam mu. Gdy go widzę czuje, że stado motyli buszuje mi bo całym brzuchu. :** Jestem szczęśliwa, gdy mam go obok siebie <3 "
Nagle usłyszałam ktoś wchodzi do domu. Przestraszyłam się, ale ktoś krzyknął:
-Jade!!!!
Tak to był Harry. Poznałam jego radosny, ale zarazem zachrypnięty głos.
- Na górze jestem- odpowiedziałam głośno, żeby usłyszał.
Schowałam pamiętnik pod poduszkę i czekałam na niego, aż przyjdzie.
- Biegnę skarbie- powiedział.
Było słychać jak wchodzi po schodach. Przyzwyczaiłam się, że mówi tak do mnie " skarbie, kotku, słońce, misiaczku". Nawet to lubię. :) Po kilkunastu sekundach stał już w drzwiach mojego pokoju.
-Hej - powiedział uśmiechając się .
Dał mi buziaka w policzek i usiadł obok.
- To gdzie dzisiaj idziemy? - dodał po chwili.
- Sorki, ale źle się czuję.- odpowiedziałam mu.
- To zostajemy tutaj... Co ci jest?- zapytał po chwili z przejęciem.
- Głowa mnie boli, no w ogóle wszystko.
- Przyniosę ci tabletki.
- Nie sama sobie przyniosę. Ty nie wiesz gdzie są.- powiedziałam, wychodząc z pokoju.
*** Harry***
Martwię się o nią. Ostatnio często coś ją boli. Musi iść do lekarza. Położyłem się łóżku. Gdy położyłem głowę na poduszce, czułem coś twardego. Zajrzałem pod nią i zobaczyłem pamiętnik. otworzyłem jakoś przypadkiem na ostatnim wpisie. Czytać czy nie? A tam tylko ostanie zdanie. Brzmiało ono tak:
W myślach powiedziałem sobie: " Ja ciebie też Jade przepraszam." Odłożyłem pamiętnik na miejsce i po kilku sekundach weszła Jade <3.
*Jade*
Z Harrym bardzo dobrze się dogadujemy. Mogę mu o wszystkim powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółmi. Dzisiaj sobota. Ciekawe co Loczek wymyśli, bo tydzień temu zabrał mnie do wesołego miasteczka. Wygrał dla mnie duuuuuziegoooo Misia.
Rano koło 8:00 wstałam, odprawiłam poranną toaletę, włosy rozpuściłam i założyłam to:
Usiadłam na łóżku i wzięłam pamiętnik. napisałam w nim:
"Drogi Pamiętniku"
" Z Harry jesteśmy przyjaciółmi. Ufam mu. Gdy go widzę czuje, że stado motyli buszuje mi bo całym brzuchu. :** Jestem szczęśliwa, gdy mam go obok siebie <3 "
Nagle usłyszałam ktoś wchodzi do domu. Przestraszyłam się, ale ktoś krzyknął:
-Jade!!!!
Tak to był Harry. Poznałam jego radosny, ale zarazem zachrypnięty głos.
- Na górze jestem- odpowiedziałam głośno, żeby usłyszał.
Schowałam pamiętnik pod poduszkę i czekałam na niego, aż przyjdzie.
- Biegnę skarbie- powiedział.
Było słychać jak wchodzi po schodach. Przyzwyczaiłam się, że mówi tak do mnie " skarbie, kotku, słońce, misiaczku". Nawet to lubię. :) Po kilkunastu sekundach stał już w drzwiach mojego pokoju.
-Hej - powiedział uśmiechając się .
Dał mi buziaka w policzek i usiadł obok.
- To gdzie dzisiaj idziemy? - dodał po chwili.
- Sorki, ale źle się czuję.- odpowiedziałam mu.
- To zostajemy tutaj... Co ci jest?- zapytał po chwili z przejęciem.
- Głowa mnie boli, no w ogóle wszystko.
- Przyniosę ci tabletki.
- Nie sama sobie przyniosę. Ty nie wiesz gdzie są.- powiedziałam, wychodząc z pokoju.
*** Harry***
Martwię się o nią. Ostatnio często coś ją boli. Musi iść do lekarza. Położyłem się łóżku. Gdy położyłem głowę na poduszce, czułem coś twardego. Zajrzałem pod nią i zobaczyłem pamiętnik. otworzyłem jakoś przypadkiem na ostatnim wpisie. Czytać czy nie? A tam tylko ostanie zdanie. Brzmiało ono tak:
"Jestem szczęśliwa, gdy mam go obok siebie<3"
W myślach powiedziałem sobie: " Ja ciebie też Jade przepraszam." Odłożyłem pamiętnik na miejsce i po kilku sekundach weszła Jade <3.
***Jade***
Gdy weszłam do kuchnie wzięłam tabletki na ból głowy i poszłam z powrotem do swojego pokoju. Wchodząc tam doznałam ataku ... ataku śmiechu, bo Hazza <3 - leżał na łóżku i poklepywał wolne miejsce obok.
- Ha ha ha chciałbyś- powiedziałam, siadając na krześle.
On wstał i zaczął zmierzać w moją stronę. Zaczęłam się śmiać. Harry wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Po chwili leżał koło mnie i patrzył się w sufit. ja patrzyłam na prawy profil chłopaka i powiedziałam:
- Hmmmm interesujący ten sufit co?
Uśmiechnął się pod nosem i odpowiedział:
- Jednak wolę patrzyć na Ciebie.
Po chwili przeniósł swój wzrok na mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Ja utonęłam w jego zielonych tęczówkach. A on w pewnym momencie wziął moją dłoń i zaczął ją całować. W moim brzuszku pobudziły się motylki. Szalały jak głupie he he. I......Koniec.....
*** Harry****
Co? Co jest? Zemdlała? Szybko próbowałem ją obudzić, ale nic nie dawało. Wziąłem szybko telefon i zadzwoniłem po pogotowie. Po chwili przyjechali po nią. Pytali kim dla niej jestem. Powiedziałem, że jej chłopakiem. Chciałbym....
Po kilku minutach byliśmy już w szpitalu. Jade zabrali na jakieś badanie. No sam nie wiem gdzieś ją zabrali. Ja cały czas siedziałem przed sala, na której była "moja dziewczyna". Na prawdę ja kocham. Boję się, że ją stracę. denerwuję się strasznie, bo lekarz nic mi jeszcze nie powiedział. Jednak po kilkunastu minutach doktor wyszedł z sali i podszedł do mnie mówiąc:
- Może Pan do niej wejść, ale najpierw chce z Panem porozmawiać, proszę za mną.
-Dobrze- poszedłem za lekarzem do jego gabinetu, usiadłem na krześle i on zaczął mówić.
Piosenka
- Chodzi o to..., że Pani Winson ....ma raka. Na szczęście jeszcze nie jest groźny. Dzięki temu, że Pańska dziewczyna zemdlała, wcześniej dowiedzieliśmy się o raku. Gdyby było 2-3 miesiące później, pewnie by Pan odliczał dni jej życia. Myślę, że operację przeprowadzimy za tydzień. Teraz może Pan do niej iść.
COOOOOOO?????????? Moja Jade, moje słońce ma raka? To niemożliwe. Boję się...
- Dziękuje Panu- wyszedłem z gabinetu i poszedłem do sali Jade.
Otworzyłem drzwi i ujrzałem ją. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się lekko. Widać, że nie ma siły. Usiadłem obok i złapałem ją za rękę.
- Dlaczego skłamałeś, mówiąc, że jesteś moim chłopakiem?- zapytała.
- Bo by mnie do Ciebie nie puścili.
- Nie musiałeś..
-Ale chciałem... To co mogę?
- Ale co możesz?- zdziwiona zapytała
-Być twoim chłopakiem...- odpowiedziałem uśmiechając się i robiąc przy tym czy kota ze Shreka.
Gestem ręki pokazała, żebym się nachylił. Zrobiłem to co kazała, a ona pocałowała mnie. Odwzajemniłem pocałunek i byłem mega szczęśliwy. Gdy oderwaliśmy się od siebie, do sali wszedł lekarz i powiedział:
-Dzień dobry , jak się Pani czuje?
-Dobrze, dziękuje.- odpowiedziała.
- Mam dla Pani złą wiadomość.
- Panie Doktorze co mi jest?
- Niestety ma Pani raka, jednak niech się Pani nie denerwuje. Jest on nie groźny, więc przeprowadzimy operację. Myślę, że termin będzie dobry za tydzień. A na razie proszę odpoczywać. Jutro chłopak zabierze Panią do domu. Pan ma się nią opiekować.
Ostatnie zdanie zdanie chyba skierował do mnie, więc powiedziałem:
-Dobrze Panie doktorze
Po chwili lekarz wyszedł.
*** Jade***
Co? Ja mam raka? Niech się Pani nie denerwuje? Pojebało was? Przynajmniej mam dla kogo walczyć. Dla Harrego <3 W myślach cały czas krąży mi to zdanie: " Ma Pani raka..." Nie poddam się.
Z Hazzą pogadałam jeszcze i w końcu zasnęłam. Cały czas czułam, że jest przy, że trzyma maja dłoń
Nareszcie jest . Wooooow jak długo nie dodawała. Ale strasznie byłam zajęta i tak pisałam po kawałku, aż w końcu napisałam. Komentujcie, bo dla was to tylko kilka sekund, a dla mnie to duża motywacja. Dziękuje wszystkim, którzy to czytają. <3 <3 <3 Do następnego rozdziału. :**
Piosenka
- Chodzi o to..., że Pani Winson ....ma raka. Na szczęście jeszcze nie jest groźny. Dzięki temu, że Pańska dziewczyna zemdlała, wcześniej dowiedzieliśmy się o raku. Gdyby było 2-3 miesiące później, pewnie by Pan odliczał dni jej życia. Myślę, że operację przeprowadzimy za tydzień. Teraz może Pan do niej iść.
COOOOOOO?????????? Moja Jade, moje słońce ma raka? To niemożliwe. Boję się...
- Dziękuje Panu- wyszedłem z gabinetu i poszedłem do sali Jade.
Otworzyłem drzwi i ujrzałem ją. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się lekko. Widać, że nie ma siły. Usiadłem obok i złapałem ją za rękę.
- Dlaczego skłamałeś, mówiąc, że jesteś moim chłopakiem?- zapytała.
- Bo by mnie do Ciebie nie puścili.
- Nie musiałeś..
-Ale chciałem... To co mogę?
- Ale co możesz?- zdziwiona zapytała
-Być twoim chłopakiem...- odpowiedziałem uśmiechając się i robiąc przy tym czy kota ze Shreka.
Gestem ręki pokazała, żebym się nachylił. Zrobiłem to co kazała, a ona pocałowała mnie. Odwzajemniłem pocałunek i byłem mega szczęśliwy. Gdy oderwaliśmy się od siebie, do sali wszedł lekarz i powiedział:
-Dzień dobry , jak się Pani czuje?
-Dobrze, dziękuje.- odpowiedziała.
- Mam dla Pani złą wiadomość.
- Panie Doktorze co mi jest?
- Niestety ma Pani raka, jednak niech się Pani nie denerwuje. Jest on nie groźny, więc przeprowadzimy operację. Myślę, że termin będzie dobry za tydzień. A na razie proszę odpoczywać. Jutro chłopak zabierze Panią do domu. Pan ma się nią opiekować.
Ostatnie zdanie zdanie chyba skierował do mnie, więc powiedziałem:
-Dobrze Panie doktorze
Po chwili lekarz wyszedł.
*** Jade***
Co? Ja mam raka? Niech się Pani nie denerwuje? Pojebało was? Przynajmniej mam dla kogo walczyć. Dla Harrego <3 W myślach cały czas krąży mi to zdanie: " Ma Pani raka..." Nie poddam się.
Z Hazzą pogadałam jeszcze i w końcu zasnęłam. Cały czas czułam, że jest przy, że trzyma maja dłoń
Nareszcie jest . Wooooow jak długo nie dodawała. Ale strasznie byłam zajęta i tak pisałam po kawałku, aż w końcu napisałam. Komentujcie, bo dla was to tylko kilka sekund, a dla mnie to duża motywacja. Dziękuje wszystkim, którzy to czytają. <3 <3 <3 Do następnego rozdziału. :**
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







