* Harry*
W końcu zasnęła. Cały czas jestem przy niej. Kocham ja i nie chce tego spieprzyć. Nie opuszczę jej teraz.
*Jade*
Rano obudziłam się i pierwsze co zobaczyłam, że Hazza siedzi na krześle, cały czas trzyma mnie za rękę i słodko śpi <3. Nie budziłam go. Dobrze, że dzisiaj wychodzę. Nadal nie mogę się pogodzić z tym, że mam raka. Będę walczyć dla siebie i Harrego. Po kilku minutach mój kśiąże wstał i uśmiechnął się do mnie.
- Hej, jak się czujesz?- zapytał z troską.
-Dobrze- lekko uśmiechnęłam się.
Po chwili do sali wszedł lekarz, mówiąc:
-Dzień dobra, jak samopoczucie?
-Dobrze, dziękuje.- odpowiedziałam.
- Dziś Pani wróci do domu, niech się Pani nie denerwuje i odpoczywa.
-Dziękuje Panie doktorze.
Po 20 minutach już wszystko ogarnęłam. Koło 11-12 byłam już w domu , a nie sorki poprawka- byliśmy. Mówiłam, mu, żeby pojechał do domu, odpoczął, wyspał się , ale nie on się uparł, że zostanie ze mną. Zrobiłam herbaty, Harry przyniósł ciepłe koce i razem usiedliśmy na kanapie. Owinięci po samą szyję, wtuleni w siebie, piliśmy herbatkę. Włączyliśmy jakiś film, nawet fajny, coś takiego jak komedia romantyczna połączona z kinem akcji. Po tym jeszcze obejrzeliśmy jakąś część " Zmierzchu". I takie tam jeszcze inne, w końcu zasnęłam, wtulona w pięknie pachnący tors Harrego.
*Tydzień później*
***dzień operacji***
Bałam się tego jak niczego dotąd. Cholernie się bałam. Bałam się, że tego nie przeżyje. Że to będę ostatnie moje chwile na ziemi. Bałam się,już nigdy nie zobaczę mojego kochanego chłopaka, nie przytulę, nie pocałuje go, nie poczuje smaku jego słodkich ust, nie powdycham jego perfum, które tak bardzo kocham. Że już nigdy nie poczuje stada motyli w moim brzuszku, które pojawiały się tylko gdy był blisko. Tak strasznie się bałam, że to wszystko stracę. Może i nad używał słowa" bałam"ale inaczej nie da się tego określić, bo strasznie, okropnie, cholernie się bałam.
W końcu przyszła po mnie śmierć czy ją pokonam, czy będę z nią walczyć, aż w końcu wygram?
*Harry*
Dzisiaj dzień operacji... Jade zabrali już na salę operacyjną. A ja? Ja... siedzę na krześle, głowa schowana w dłoniach opartych o nogi. Myślę, cały czas o niej... o nas. Modlę się by to przeżyła, by była szczęśliwa ze mną. Uwielbiam gdy razem oglądamy horror, a ona cała się trzęsie, wtedy przytula się do mnie mocno i już jest wszystko okey. Chce by była przy mnie bezpieczna. Nie chcę jej stracić. Nie teraz. Nigdy. Będziemy żyć wiecznie, razem.
Po 2 godzinach z sali wyszedł lekarz i powiedział do mnie:
- Za Panią Winson jest wszystko w porządku. Operacje się udała. Niedługo będzie Pan mógł odwiedzić dziewczynę.
-Bardzo dziękuję Panie doktorze.
Uśmiechnął się i odszedł. Po 15-20 minutach pozwolili mi wejść do niej. Wszedłem na sale usiadłem na krześle obok łóżka i złapałem jej dłoń. Nie przebudziła się się jeszcze. Tak jak tydzień temu- trzymam jej dłoń cały czas. I cały czas będę ją trzymał. Jakbym się bał, że odejdzie ode mnie. Cały czas patrzyłem na nią. Miała smutny wyraz twarzy. Nigdy mi się nie znudzi patrzenie na jej śliczną buzię. Ale jednak zasnąłem.
*Jade*
Czyli jednak wygrałam? Ostanie co pamiętam to to, że zabrali mnie na salę operacyjną. Oczywiście daleką i tą nie daleka przeszłość pamiętam: Ted, rodzice, wypadek, dom tutaj, Vik i najlepsze co mnie tutaj spotkało: Harry. A i jeszcze ten pieprzony rak.
Nie mogłam się obudzić, ale moja podświadomość mówiła jedno:" Harry tutaj jest przy tobie, dla Ciebie." Czułam jak trzyma moją dłoń, tak jak przez cały ubiegły tydzień. Tak te siedem dni były cudowne. Razem szliśmy do szkoły, razem wracaliśmy. Po szkole zawsze mnie gdzieś zabierał, starał się bym była szczęśliwa. Bym wiedział, że mogę na niego liczyć, czuć się bezpiecznie. To właśnie on sprawił, że moje życie się zmienia, cały czas.
*Harry*
Po jakiejś godzinie obudziłem się, ale Jade jeszcze nie. Cały czas czekałem, aż moja księżniczka się obudzi. Jeszcze 2 godziny czekania opłacały się. Jade się w końcu przebudziła. Uśmiechnąłem się do niej, ale ona tylko spojrzała na mnie i po jej policzku spłynęła łza. Nie pytałem o nic, po prostu wytarłem opuszkiem palca jej policzek i lekko pocałowałem. Wtedy uśmiechnęła się o pokazała, żebym się nachylił. Tak jak tydzień temu. Teraz nie pocałowała, tylko przytuliła mnie i szepnęła do ucha z ostatkiem sił:
-Kocham Cię.
- Ja Ciebie też słonko. Ja Ciebie też.
Odchyliłem się od niej i dalej mówiąc głaskałem jej dłoń:
-Jade nawet nie wiesz jak się bałem, o Ciebie. Że Cię nigdy nie zobaczę. Jesteś moim powietrzem, całym moim życiem. Powodujesz, że każdy mój dzień jest radosny. Dzięki tobie mam dla kogo rano wstawać. Pamiętaj, że zawsze Cię będę kochał i nigdy Cię nie zranię. Obiecuję.
Nie rozmawialiśmy ze sobą. Widziałem, że nie ma siły. Patrzyłam w jej śliczne brązowe oczy, a ona w moje. Po jakiś 20 minutach do sali wszedł lekarz i poprosił bym poszedł do jego gabinetu na rozmowę. Trochę się bałem, no ale czego???? Przecież już po wszystkim.
Jest rozdział 6.... Taki krótki czy tylko mi się wydaje??? Nie ważne. W rozdziale 7 wyjdzie pewne kłamstwo, ale tego wam nie mogę zdradzić:( Komentarz= uśmiech na twarzy autorki. Więc jeśli już jesteś tutaj napisz nawet krótki komentarz, bo to bardzo mnie mobilizuje do dalszej pracy. Przynudzam już więc do zobaczenia.. :**
Cudowny :* *___* Kiedy next ? Szybko pliis <3
OdpowiedzUsuń